Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastrój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastrój. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 maja 2011

wpis o wiośnie

Studenci wczoraj byli zupełnie nie w nastroju do pracy. Ale pracowali. Do 19.15 siedzieli na krzesłach z wysokimi oparciami i studiowali. Potem poszli na Juvenalia. W niedzielę zaczną się uczyć do sesji. 11 egzaminów, prace zaliczeniowe, wszyscy twierdzą zgodnie, że od niedzieli zaczną się uczyć. Całe miasto już trzęsie się od chodzących na okrągło maszyn powielających materiały dydaktyczne.
Przejeżdżając przez rynek krakowski na rowerze w upalne dni można na przykład zobaczyć wycieczkę małych dzieci wpatrzonych i wsłuchanych w przewodniczkę, która podniesionym, a mimo wszystko smętnym głosem opowiada: "...i właśnie za pomocą rozżarzonego żelaza wypalano na policzku piętno..." Historia okrucieństwem stoi, dzieci zaraz usłyszą o sporze mariackim. Na pamiątkę zadźgania brata przez brata w Sukiennicach wisi sztylet. Mam nadzieję, że na obiad poszli do McDonalda, co pozwoliło im odzyskać równowagę. I że na drugi dzień pojadą do Wieliczki, nigdzie indziej.
W parkach zatrzęsienie staruszków, przytulających się par i psów. Place zabaw pełne. Dużo nas do przeżywania wiosny w mieście i wystawiania twarzy do słońca. Wszyscy się mieścimy, choć przejechać trudno, znacznie trudniej niż w zimie. Każdy cieszy się na swój sposób. Jedni opuścili dachy w błyszczących samochodach i rozglądają się na wszystkie strony. Inni siedzą na ławkach i jak koty śpią. Jeszcze inni słuchają muzyki żując gumę w jej rytm i machając rękami na boki (to ci na rolkach, ci bez rolek nie machają rękami aż tak). Wszyscy pozostali są w galerii handlowej lub prowadzą rozmowy o literaturze w jakiejś miłej knajpce lub udają, że wiosna ich nie kręci. Wiosna kręci każdego trochę inaczej. Tych uczulonych na wszystko co pyli na pewno boleśnie. Samotnych bez nadziei - boleśnie, przeżywających nawrót objawów psychotycznych - boleśnie, nie lubiących lata - boleśnie, nie mających się w co ubrać -boleśnie. Raczej nie zauważam przechodzących obok wiosny obojętnie. I wszystkie społeczne warstwy coś do niej mają.
Trendy na ulicach są zdaje się wznoszące, tęsknoty zmieszane z energią i chęcią natychmiastowego z niej skorzystania. Drzewa są zazielenione a trawa jest soczysta. Tak?

sobota, 25 grudnia 2010

Empatia

Kevin sam w domu przypomina ludziom o jednej bardzo istotnej kwestii - powiedział pan w Polsacie - że mianowicie niezwykle ważne jest, aby ludzie w Święta byli razem. Każda rodzina chce - kontynuował - aby w Święta wszystko odbywało się zgodnie ze znaną tradycją, aby nie wydarzało się nic trudnego i niezapowiedzianego. Jednym z symboli niezmienności jest emitowanie w telewizji Kevina.
Nie ma się co dziwić - skoro od dobrych kliku dni nieustannie składamy sobie wzajemnie jakieś życzenia - oddycham atmosferą myślenia życzeniowego. Żeby wszystko było dobrze, żeby było wesoło, rodzinnie. Co zrobić, gdy żadną miarą akurat teraz nie może być wesoło? Świat ma ciemną i jasną stronę, życie ma, ja mam i Święta też. Są osoby, którym od wielu lat Święta kojarzą się z przyjmowaniem życzeń ze zdławionym gardłem i z mechanicznym kiwaniem głową na słowa "wszystko będzie dobrze". Są tacy, którym w okołoswiątecznym czasie wydarzyły się tragedie odwołujące wigilijne uroczystości. W powtarzanych rytmicznie zaklęciach Wesołych Świąt wyczuwam niepokój i chęć oddalenia na te kilka chwil wszelkich trosk. Potrzebuję życzeń, proszę o życzenia, życzę. Bywają one jednak nie na miejscu.  Mogą ranić, zamiast pocieszać, gdy pojawiają się w zamian za potrzebną w danej chwili empatyczną reakcję na fakt, że mimo atmosfery ciepła i zapachu pierników, nastroju świątecznego brak.
W Święta życzy się czasami refleksji i zadumy. Moja refleksja podąża tym razem w kierunku nierównej dystrybucji dóbr i wartościowych relacji na świecie. Pozwalam jej wybrzmieć, niech się wyszumi.


Stanisław Barańczak

Drogi kąciku porad

1.
Drogi kąciku porad, choć z natury
spokojny, wpadam wciąż w depresję, widząc
krew. Późny wieczór, włączam telewizor:
znów akt terroru, trupy dzieci. (KTÓRY
Z NAS, TELEWIDZÓW, NIE ZNA TAKICH ZGRYZOT!/)
Snu! (LECZ NIE NASZĄ JEST WINĄ PONURY
I KRWAWY/ BIEG SPRAW ŚWIATA.) Po raz wtóry:
Chcę spać! (WYSTARCZY SPOKÓJ, KILKA WIZYT /
U TERAPEUTY.) Wieczna bieganina
sanitariuszy, dym z ruin, kobiety
załamujące ręce: czy świat zapomina
o nas, niewinnych, których nie ciekawi
zło? W rezultacie dręczy mnie, niestety,
bezsenność. (WIĘCEJ SPACERÓW, MNIEJ KAWY.)

2.
Drogi słowniku doktryn filozofów,
proszę o pomoc, bo tracę apetyt,
Gdy przy śniadaniu w twarz skacze z gazety
kościsty głód. (I ZNOWU CZŁOWIEK, ZNOWU
Z PROBLEMEM!) Wynajdź mi system. (KONKRETY /
CZYICHŚ TRYWIALNYCH POTRZEB TO NIE POWÓD,
ABY / PRZYMNAŻAĆ WIAR WŁASNEGO CHOWU.)
Kto mi przywróci spokój? (Z DAWNYCH ETYK - /
STOICYZM.) Jak mam przełknąć bezsens nieszczęść?
Nie mogę jeść, gdy znów na zdjęciu człowiek
irracjonalnie zdycha. Zdrowie jeszcze
stracę, jeżeli nie znajdę zasady
w tej miazdze. Odsłoń mi więcej, choć słowem,
mów. (NA COŚ WIĘCEJ CZŁOWIEK JEST ZA SŁABY.)

3.
Drogie niebiosa, nie śmiem pytać. (PYTAJ
I NIE MIEJ OBAW.) Jak spytać pustkowie
o własną pustkę? (NA WSZYSTKO ODPOWIEM,/
CHOĆ NIE USŁYSZYSZ ANI SŁOWA.) Ty tam
w górze, jakkolwiek mam Cię zwać, jakkolwiek
uprościć, pozwól, niech z czegoś odczytam
znak. (TYLKO STUK / WŁASNEGO SERCA.) Rytmem
serca więc, tchu i mrugających powiek
mów mi, co chwilę, że jestem, że jesteś.
(JESTEM.) Nie słyszę. (NIE MA MNIE PRZY TOBIE,/
BO JESTEM WSZĘDZIE.) I przez całą przestrzeń
swoich galaktyk, wirów, mlecznych smug
śledzisz ten okruch snu, wprawiony w obieg,
sam? (BÓG JEST TAKŻE SAM.) Bóg też? (TAK, BÓG.)

niedziela, 31 października 2010

nastrój

Chciałam zacytować Kasprzaka  i oto - mam - znalazłam list i cytuję.

Piotrek Kasprzak 31 października 2006.
"(...) Cmentarz  wymieszany w ciszy i szeleście ubrań kurtek podeszw wbijających się w błoto ścieżek, lepki, wyniosły biskupi baryton. Potrzebuję Wielkiej Rodziny mówi. cześć. w powietrzu powaga, zimne poty, lęki. Ministranci bujają kopcącymi kadzidłami. Tak Właśnie Jest mówią ich oczy i cofnięte szczęki. Stare kobiety z mrówczym jadem w ustach. Twarze jak garście zeschłych liści. zapach i dzwonki i groteskowy real planowania rozłożenia bukietów i świec. Nasze gorączkowe ludzkie ruchy. Ciała w marmurze. Odarte z liści drzewa. Rzeczy zmieniają się naprawdę. Tam leży mój dziadek który lubił szynkę i wódkę i nienawidził się bać. Śmierć tańczy na organach. jestem tu. Z moimi specyficznymi uszanowaniami.
Uśmiechem pod ukłonem. Posmak popiołu. jestem tu, mówi. (...)"

sobota, 11 września 2010

ego to my i nie my

Aromatyczna chwila nad filiżanką kawy wypełniła kuchnię i łatwo było celebrować ją dla niej samej.
Innym razem w głowie pijącego pojawiły się dwie możliwości: mówić do siebie lub nie mówić wcale. A za tymi możliwościami myśl: lepiej jest być z ludźmi - kawa smaczniejsza, słońce cieplejsze.
Człowiek jest istotą grupową. Jego tożsamość powstaje w relacji do innych osób. Jego Ja jest czymś lub kimś w nieustannej dyskusji z ważnymi życiowymi obiektami. Nawet, gdy jest sam, gada do grupy, w której przed chwilą był lub do której właśnie się wybiera. Mnich buddyjski pewnie nie chciałby się zastanawiać nad tym, w relacji do kogo został mnichem, ponieważ on chce zgubić i rozpuścić swoje Ja. Z drugiej strony rozpuszcza je, aby stać się nareszcie częścią jednej wielkiej całości, więc swoją medytacją potwierdza, że w zaraniu jesteśmy wszyscy pięknie połączeni. Połączenie to uzasadnia dążenia do dwóch różnych Nirvan: przestać czuć jako Ja, stać się całością lub czuć jako Ja integrujące swoje poszczególne kawałki, powstałe w relacji do świata i być w zgodzie z tym, kim się jest.
Siedząc więc przy filiżance kawy zastanawiam się, na jakiej podstawie budujemy realne relacje z ludźmi - przyjaźnie, związki, znajomości. Co dzięki nim zyskujemy? Co dajemy? Pewnie z ogólnego stwierdzenia: trzy rzeczy - tworzenie/przetwarzanie obrazu siebie, wspólne przeżywanie świata i spełnianie emocjonalnych potrzeb, niewiele wynika. Ale już szczegółowa i indywidualna odpowiedź na te pytania może być niezwykle odkrywcza. Byle się w nią nie zapaść, dystans wskazany.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Samo poczucie

Nie wiedzieć czemu, stado gapiących się baranów na polanie to widok zachwycający. Idziemy z Baśką wzgórzem, z którego patrzymy na słońce i na księżyc, na Jaworzynę i na wieś. Żmije w wysokich trawach śpią. Nawdychałam się natury i napatrzyłam w ogień kominka. Nagadałam się, że nie pamiętam, kiedy tak. Wspólne poszukiwanie sensu i rozumienia w rozmowie to jest wartość międzyludzka największa dla mnie. Życiowe historie, bliscy, fantazje. Tysiące wspomnień i mnóstwo głupich żartów. Trochę się stałyśmy starsze i mądrzejsze, trochę pobyłyśmy dzieciakami. Dzień na wsi, a tyle atrakcji. Miasto, masówa, mizeria. Wieś, wolność, wakacje. Takie mam chwilowe rozrzewnienie mieszczucha, który w polu nie robił i mu się sielanki zachciewa. Jutro mi przejdzie, choć pies, co się nas uczepił na spacerze, wozy pełne siana, śpiew natury i chłód wody z potoku, głowę mi zasiedliły na czas jakiś.

środa, 18 sierpnia 2010

Nie byłam w Rio

Popatrzyłam za siebie i próbowałam coś uchwycić. Popatrzyłam w lustro i tam też nic. Gdzie jestem? W zlepku własnych wspomnień, w próbach zrozumienia choć kawałka rzeczywistości i w ciągłym dążeniu do wypełnienia pustki. Na zdjęciu. W pracy. W rozmowie i w cudzych myślach. Blisko i daleko od ważnych ludzi. W mglistym marzeniu o tym, co mogłoby być.
Mam lat tyle i tyle, ukończyłam takie te, robię to i to. Lubię tego i tamtą. Śpię. Budzę się.
Do roboty zawsze jadę później, niż zwykle. Chwytam spadające z topól liście i cieszę się na nadchodzącą jesień. Mam plany i zachwyty nad światem. Nie mam pomysłu i przeraża mnie cień.
Pracuję nad sobą. Jak dorosnę zostanę, jak nie dorosnę, zawrócę. Śmieję się z siebie, ale akurat nie teraz.
No bo ostatecznie, coś trzeba o sobie postanowić. Nie da się o sobie nic postanowić. Nie łapię. Cały czas próbuję coś złapać. A chodzi mi o to, żeby się przez chwilę napawać siedzeniem przy kawie. Robię to.