Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wartości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wartości. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 grudnia 2010

surrealizm

fantazja
czary
racjonalizacja
czas
prokreacja
wojna
zrozumienie
identyfikacja projekcyjna*
pokój
szacunek
zaprzeczenie
upewnienie
koluzja**
przywiązanie
współprzeżywanie


* Psychologiczna obrona przed niechcianymi uczuciami lub fantazjami i rodzaj relacji międzyludzkiej. Mechanizm obronny polegający na lokowaniu w drugiej osobie trudnych do zniesienia zawartości własnego umysłu. <<łatwiej odczuwać litość do drugiej osoby, niż przeżywać własny smutek>>. Gdy reakcją osoby, na którą projektowane są uczucia jest przyjęcie i przeżywanie ich, dochodzi do **koluzji: milczącego porozumienia, na mocy którego znaczenie oryginalnych niechcianych uczuć lub fantazji zostaje wzmocnione, a funkcje obronne dla osoby projektującej zachowane.

surrealizm część II

sobota, 2 października 2010

wiersz nr 985

Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego –
Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy.
Jeśli nie zaszło nic większego
niż Rozpad Słońca – Ostateczny
Kataklizm Globu – nic nie było
Tak wielkie – abym na wieść o tym -
Podniosła z Ciekawości Czoło
sponad Roboty




Emily Dickinson, przeł. Stanisław Barańczak

Ciekawy tekst Barańczaka o Niej:
http://stud.wsi.edu.pl/~gak56/Emily_gak/Baranczak.html

środa, 1 września 2010

my sweet psychopathy, czyli dwie myśli o rozwoju

Tade powiedział, że przyglądanie się swoim trudnym doświadczeniom i stwierdzanie, że to wspaniałe, jak się dzięki nim można rozwinąć, ma rys psychopatyczny. Ma czy też nie, rozwój boli, nawet jeśli nie wiąże się z jakimiś życiowymi dramatami. A sceny dramatyczne, jeśli je potraktować jako rzucenie rękawicy, wymagają od człowieka dokładnie takich samych usiłowań, jak każda inna okazja do rozwoju. Tylko, że one zapewniają atrakcje w pigułce. Ciężej się je znosi, bo są zdarzeniami zesłanymi i świadomie o nie nie prosiliśmy.
Rozwojowe jest podejmowanie decyzji i branie na plecy odpowiedzialności za jej skutki. Rozwojowe jest naciąganie struny własnych możliwości i kompetencji - wrzucanie się w nowe sytuacje, w których nie ma struktury, ani odpowiedzi na pytanie, jak się w nich odnaleźć. Rozwojowe jest dyskutowanie z własnymi przekonaniami. Rozwojowe są pożegnania i powitania.
Robiąc wszystkie te rzeczy człowiek cierpiący rozwój szuka siły, żeby pokazać i zaakceptować słabość, niewiedzę, błądzenie, rumieniec debiutanta i koślawe ruchy początkującego łyżwiarza. Walczy ze sprzecznościami, które paraliżują dokonywanie wyborów, czeka na skutki.
Jednocześnie rozwój jest miły i dobry. Ach, co to za piękny moment poczuć, że się po latach ma znacznie więcej, niż wcześniej w swojej narzędziowni. Jak wspaniale jest używać tych sprzętów z coraz większą finezją. Jak zjawiskowe potrafią być wgląd i zrozumienie. Jak cudownie jest mieć do siebie zaufanie i ze spokojnym zaciekawieniem patrzeć w przyszłość.
Taki coaching na przykład upiera się, żeby afirmować proces rozwojowy i żeby doceniać siebie za kolejne życiowe odkrycia; nasycać się wizją  obrazu siebie, spójnego z podstawowymi wartościami, i pielęgnując wiarę w swoją moc i własne zasoby, dążyć do realizacji tej wizji.
A podejście psychodynamiczne, z drugiej strony, zaleca konfrontację z najbardziej pierwotnymi lękami i potrzebami człowieka, wydobywanie na powierzchnię mechanizmów obronnych, które zniewalają, podporządkowują sobie myśli i działania. Zmaganie się z ambiwalencją obecną w każdej akcji. Dążenie do integracji poprzez obserwowanie, przeżywanie, rozumienie i oswajanie tych wątków, od których najchętniej zwykle się ucieka.
Nic nie poradzę, zamiast się opowiedzieć, przeskakuję z jednego nurtu do drugiego i oba są dla mnie inspirujące. Początkowo myślałam, że opowiedzieć się to punkt wyjścia, teraz szkoda mi na to energii.
Mam ważniejsze sprawy na głowie: doświadczanie oraz przyglądanie się i gmeranie w tychże doświadczeniach w celach edukacyjnych. Póki co. Bo kiedyś, zdaje się, że trzeba będzie wyjść z tej głowy. Jeśli się zdarzy.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Samo poczucie

Nie wiedzieć czemu, stado gapiących się baranów na polanie to widok zachwycający. Idziemy z Baśką wzgórzem, z którego patrzymy na słońce i na księżyc, na Jaworzynę i na wieś. Żmije w wysokich trawach śpią. Nawdychałam się natury i napatrzyłam w ogień kominka. Nagadałam się, że nie pamiętam, kiedy tak. Wspólne poszukiwanie sensu i rozumienia w rozmowie to jest wartość międzyludzka największa dla mnie. Życiowe historie, bliscy, fantazje. Tysiące wspomnień i mnóstwo głupich żartów. Trochę się stałyśmy starsze i mądrzejsze, trochę pobyłyśmy dzieciakami. Dzień na wsi, a tyle atrakcji. Miasto, masówa, mizeria. Wieś, wolność, wakacje. Takie mam chwilowe rozrzewnienie mieszczucha, który w polu nie robił i mu się sielanki zachciewa. Jutro mi przejdzie, choć pies, co się nas uczepił na spacerze, wozy pełne siana, śpiew natury i chłód wody z potoku, głowę mi zasiedliły na czas jakiś.